…ALE JAK?

Ale jak my się mamy przygotować?..

To często poruszany temat, przynajmniej w kategorii ślubu. Postaram się go przybliżyć z mojej perspektywy – jak zawsze z przymrużeniem oka, ale mimo wszystko serio 😉 Zapraszam.

JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO ZDJĘĆ W DNIU ŚLUBU?

Wcale się nie przygotowywać. Naprawdę 🙂 Czym innym jest sama organizacja ślubu, ale w kwestii zdjęć im mniej będziecie sobie tym zaprzątać głowę tym lepszy będzie efekt. Mówiąc wprost – najlepsze ujęcia powstają wtedy gdy nie zwracacie uwagi na to co ten człowiek z aparatem wyrabia 🙂 To jest Wasz dzień, przeżyjcie go pełnią siebie zamiast zastanawiać się nad obsługą. Zdecydowanie preferuję wersję gdy ludzie po prostu żyją – bawią się, tańczą, śmieją, płaczą, są naturalni. Wówczas mam najcenniejszy materiał z dnia ślubu. I na tym mogę zakończyć tę część, bo dalsze lanie wody będzie tylko powielaniem tego, co już napisałem 🙂

JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO SESJI PLENEROWEJ?

Przeciwnicy uważają, że plener nie jest potrzebny do szczęścia. Spoko, szanuję to. Ale jeśli ktoś jednak chce to można go wykonać „na szybko” w dniu ślubu, po pierwszym lub drugim bloku tanecznym wyskakujemy na 15-20 minut gdzieś w okolicę sali weselnej i kilka zdjęć na pewno uda się zrobić. Jeśli pogoda pozwoli 😉 Niemniej jest to wersja mocno ograniczona, bo ostrożnie, żeby się nie pobrudzić, bo mało czasu, bo goście czekają i.t.d. Zatem jeśli zależy Wam na prawdziwej sesji plenerowej to warto zapoznać się z poniższym:

Dzień pleneru: właściwie dowolny – oprócz sobót i niedziel. Ustalamy zawsze z wyprzedzeniem, bo trochę tego się dzieje 😉

Czas pleneru: 1 – 2 godziny. Serio, tyle wystarczy 🙂

Pogoda: w sumie obojętna. Deszcz niekoniecznie, dzień pochmurny to wręcz ideał, słońce również, ale jeśli dzień jest słoneczny to dopiero ok. 2h przed zachodem, wtedy mamy najlepsze możliwe światło.

Miejscówka: bez większego znaczenia, właściwie w każdym miejscu da się zrobić fajną sesję. Zachęcam zawsze do plenerów w Waszej okolicy, daje mi to każdorazowo nowe możliwości. Osobiście wolę „krzaki” od architektury, niemniej jeśli życzycie sobie sesję w mieście – nie ma problemu, trzeba tylko uodpornić się na gapiów, a bywa ich sporo 😉 Zdarzają się sesje w miejscach wskazanych przez pary na podstawie moich dotychczasowych plenerów, czyli “chcemy mieć plener tam gdzie ta i ta para”. Z tym również ma problemu. Oczywiście należy pamiętać, że każda para nawet w tym samym miejscu i tak będzie miała inne zdjęcia – bo każda para jest inna. I o to chodzi 🙂
Zdarza się, że umawiamy się na sesję gdzieś dalej, czasami nawet bardzo daleko – ale zawsze w Polsce. Pomijając kwestię (niestety) zwiększonych kosztów dochodzą jeszcze kwestie dojazdu. Najczęściej umawiamy się na dłuższą wyprawę jednym autem – razem wyjeżdżamy z Konina, po dotarciu na miejsce ogarniamy sesję, po sesji do auta – i wracamy. Bywa, że jedziemy dwoma autami, para zostaje sobie na wakacjach, a ja po sesji wracam. Albo dojeżdżam do pary, która już jest na miejscu.
Na razie nie przewiduję w ofercie plenerów z noclegiem, więc wszystkie sesje są tak organizowane, żebym mógł po ich realizacji od razu wracać.

Przebieg sesji: na luzie, spontanicznie. Nigdy nie zastanawiam się wcześniej jak sesja będzie wyglądała. Bez obaw – nie musicie się przygotowywać. To znaczy wypada się odpowiednio ubrać, makijaż i fryzura też jest mile widziana, ale to wszystko 🙂 Jak już zaczniemy to ja sam szukam miejsc, światła, podpowiadam co możecie zrobić, i najczęściej są to najprostsze rozwiązania. Trochę spacerujemy, trochę stoimy, trochę siedzimy, czasami też trochę leżymy, wszystko zależy od warunków i możliwości. Unikam całowania, jeszcze bardziej unikam gadżetów, potrzebna jest mi tylko sama para i odrobina uczucia. Serio – nic trudnego 🙂
Czasami pary wynajmują łódkę, konie czy inne kwestie, które im w duszy grają. Wówczas wskazane jest dać znać o tym z wyprzedzeniem – w tego typu plenerach ustalamy klika szczegółów wcześniej.
Bywa i tak, że zaczynamy bez przygotowań w wersji klasycznej, a kończymy hardcorowo – taki spontan 🙂 Ale nic na siłę. Z założenia trzymam się wersji klasycznej, spokojnej, bo jest ona nieśmiertelna.

Osoby trzecie: brak. Czyli zdecydowanie najlepszą cyfrą na plenerze jest trójka: Wy + ja. Rozumiem, że koleżanka / siostra / mama może zadbać o fryzurę, wygładzić fałdkę na sukni czy poprawić makijaż lepiej niż niejeden fotograf, a już na pewno lepiej niż ja 🙂 ale – nawet najlepsza pomoc bywa zgubna. Potrzebujemy odrobiny intymności, a każda osoba poza naszą trójką tę intymność rozbija. Oczywiście ostateczną decyzję podejmujecie sami – ja się dostosuję, jeśli pomoc jest niezbędna, i jeśli nie będzie Was rozpraszać – spoko 🙂

Alkohol: zdarza się 🙂 Znaczy nie u mnie 🙂 Wówczas korzystacie z pomocy osób trzecich jako kierowców. Z tym, że podwożą Was i czekają w aucie lub jadą sobie na przejażdżkę i wracają po sesji. No chyba, że jest potrzebna pomoc przy trudniejszych technicznie plenerach, wówczas pomocnicy są dobierani albo przez Was, albo przeze mnie, zależy od potrzeby.

PODSUMOWANIE:

Na luzie 🙂 Jak ze wszystkim. Im więcej spiny tym gorzej. Zdjęcia ze ślubu czy z pleneru to nie ratowanie świata. Jeśli zdajecie sobie z tego sprawę i odpowiada Wam taka forma – zapraszam serdecznie. Zakładka „kontakt” jest tuż obok 🙂